Wakacyjnych wspomnień czar.

12064017_1040863559278208_1887174535_n

Na wakacje, urlop i związany z nim wyjazd czekam cały rok. Podejrzewam, że nie tylko ja. Z zazdrością patrzę na zdjęcia znajomych z wyjazdów. Skreślam dni w kalendarzu. A potem okazuje się, że to moje oczekiwanie jest milsze od samego wyjazdu.

Dobrze, że piszę ten post ze sporym opóźnieniem, kiedy emocje już opadły, bo, zamiast humoru i ironii, mógłby mieć spory ładunek złości i zniecierpliwienia. Zacznę od końca, czyli od krajobrazu po powrocie. Najbardziej zrelaksowany, wyspany i wypoczęty wrócił Antek. Klimat nadmorski służył mu wyśmienicie. Połowę pobytu przespał, a drugą spędził na doskonaleniu samodzielnego przemieszczania się (czytaj: pełzania) i zwiedzaniu Łeby z perspektywy wózka. Oraz na licznych próbach jedzenia piasku. Ja natomiast byłam obrazem nędzy i rozpaczy. Zmęczona po podróży non stop w strugach deszczu i to takich, że czasem nie widziałam samochodu przede mną. Zniecierpliwiona pogodą nad polskim morzem. Wykończona pakowaniem dziecka jakieś 5 razy dziennie – na śniadanie, na plażę, na obiad, na spacer, na kolację i na kolejny spacer. Wyjątkowo wykończona rodzinnym plażowaniem. No i na koniec spalona w mało wyjściowy sposób, z opuchniętymi ustami niczym po wizycie u niezrównoważonej kosmetyczki. Ostatni punkt dziwi mnie o tyle, że porządnego opalania był cały jeden dzień podczas naszego tygodniowego pobytu. Cóż, królową plaży nigdy nie byłam i nie będę. Wracając do pogody, obiecuję sobie nigdy więcej nie głosić poglądów typu „urlop w lipcu lepszy niż w sierpniu” i nie sprawdzać prognozy ani miesiąc, ani tydzień, ani nawet dzień przed wyjazdem, bo to po prostu strata czasu. Może nie powinnam aż tak narzekać, bo leżałam na plaży ze 4 razy, a dnia, żeby padało cały czas, nie było w ogóle. Także bilans wychodzi niby nie najgorzej, ale, biorąc pod uwagę wcześniejsze przewidywania pięknego słonecznego tygodnia, nie jest też najlepszy. Moja nadmorska opalenizna była natomiast dużo gorsza od tamtejszej pogody – biała twarz, czerwony dekolt, brązowe plecy i średnio brązowa reszta. Bardzo dobrze komponowała się z opłakanym całokształtem mojego plażowego wizerunku. Naprawdę podziwiam kobiety, które potrafią perfekcyjnie wyglądać na plaży. Może ktoś zdradzi mi ich sekret? Ja zawsze jestem rozczochrana gorzej niż po wstaniu z łóżka, cała oblepiona piaskiem i idealnie nierówno opalona. Nawet w najpiękniejszym stroju wyglądam jak po przejściu 20 kilometrów w ogromnym upale, a sobie, swojemu lenistwu i troszkę ciąży zawdzięczam nieidealną figurę. Właśnie! To były moje pierwsze wakacje w roli mamy i opiekunki. Jak wypadły? Nie wiem, czy jeszcze kiedyś skojarzę słowo „wakacje” z beztroską i odpoczynkiem… Najgorsze były wyprawy na plażę i rozbijanie obozu. Śmialiśmy się z parawaningu, to jeden z najmodniejszych tematów do memów i demotów tych wakacji. U mnie jest to śmiech przez łzy. Pewnie największy ubaw mają single albo bezdzietni, którzy zakładają kąpielówki, biorą pod pachę ręcznik i z wesołą piosenką na ustach, z gazetką w jednej ręce, a piwkiem (czy wodą, to już obojętne) w drugiej dziarsko wędrują na plażę. Nawet jeśli pójdą w samo południe znajdą kawałek plaży dla siebie. Wystarczy niewielki, przecież nie muszą cały czas leżeć. Wykąpią się w morzu, pospacerują i poobserwują pozostałych plażowiczów/plażowiczki, na koniec utną sobie drzemkę i zjedzą zapiekankę. Plażowanie z dzieckiem to zupełnie inny level. Rozbijasz się tam, gdzie jest luźniej i bardziej rodzinnie, gdzie możesz swobodnie przejść z wózkiem i ogrodzić całkiem porządny kawałek piachu. Ustawiasz parawan i namiocik, żeby maleństwu za bardzo nie wiało, rozkładasz matę, wyjmujesz kremy, zabawki, pieluszki, ręczniki – oczywiście najpierw to wszystko plus potomka dźwigasz przez lasy i wydmy nad morze. W tak przygotowanym legowisku układasz dziecko, które za cholerę nie chce spać, za to akurat tu i teraz chce ćwiczyć pełzanie. Nie usiądziesz swobodnie, nawet nie ma mowy o leżeniu i spaniu. Rozglądasz się dookoła i pierwszy raz w życiu dostrzegasz, że rodziny z dziećmi stanowią na plaży większość. Trafiasz na zmęczony wzrok innego rodzica, wymieniasz porozumiewawczy słaby uśmiech, czasem padnie pytanie „Ile ma? Mój osiem miesięcy”. Nagle orientujesz się, że Twoje dziecko, zamiast smoczka, ma w buzi łapki pełne piasku. Relax, take it easy…

Odgrażam się, że więcej nie pojadę nad polskie morze, a już na pewno nie na taki rodzinny wyjazd, bo koniec końców potrzebowałam urlopu po urlopie. Ale czas skutecznie zaciera negatywne wrażenia. Poza tym, człowiek ma to do siebie, że może narzekać godzinami, a później do tych wakacji i tak tęskni. I znów czeka na kolejne. Zimna woda, zła pogoda, parawaning i koszmarne stragany. Rozmarzyłam się… A tu dopiero październik. Chowam do szafy nasz świeżutki, zakupiony w tym roku parawan – najmodniejszy wzór, bo w biało-granatowe marynarskie paski. Na pewno jeszcze się przyda.

12080729_1040863555944875_883842182_n

12053168_1040863549278209_1022846778_n

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s