15 oznak, że Go kocham.

Miało być dosłownie kilka punktów, a skończyłam na piętnastu (!). To chyba najdłuższy post u mnie jak do tej pory. Przeczytajcie, jak się zachowuję, kiedy kogoś kocham.

1. Gotuję.

Na pewno każdy ma taką czynność, za którą nie przepada. Coś, czego nie robi, jeśli nie musi. Ja raczej nie gotuję. Dla siebie to wręcz w ogóle, nawet kanapki czasem nie chce mi się zrobić. Nie chodzi o to, że nie umiem, bo coś tam potrafię i zawsze też wychodzę z założenia, że trening czyni mistrza. Mnie to po prostu nie relaksuje, nie sprawia mi to większej przyjemności. Oczami wyobraźni widzę górę zmywania w nagrodę po godzinnym staniu przy garach. Nie, dziękuję. Ale dla kochanego mężczyzny to już co innego. Nie są to może dania niczym z Atelier Amaro, przede wszystkim ze względu na wielkość porcji i estetykę podania, ale są. I staram się, żeby były takie, jakie lubi. Urozmaicone i smaczne. Oczywiście nie robię tego tak zupełnie bezinteresownie. Po pierwsze, najedzony mężczyzna to szczęśliwy i spokojny mężczyzna, a po drugie po prostu lubię wspólne posiłki.

440_atelier_amaro10_0

polandexclusive.com

2. Dzielę się jedzeniem.

Jeżeli jesteśmy przy temacie kuchni, muszę wspomnieć i o tym. Już ugotowałam i podałam. Mimo że moja porcja była mniejsza, Jego talerz świeci pustkami, a ja jestem gdzieś tak w połowie jedzenia. Widzę wzrok, który mówi, że tym kawałeczkiem mięsa by nie pogardził. Cholera, dzisiaj nie przewidziałam dokładki! „Chcesz? Ja już nie mogę, naprawdę!”. Nawet ostatnią kostkę ukochanej czekolady bym Mu oddała – jak w tej reklamie. A przecież na co dzień jestem jak Joey Tribbiani z „Przyjaciół” – nie lubię dzielić się jedzeniem.

3. Robię Mu kanapki do pracy.

Są takie dni, kiedy wieczorem mam ochotę tylko położyć się i zasnąć. Nie zmyć nawet makijażu (masakra dla cery, ale co ja poradzę), nie umyć zębów (ups) tylko paść na twarz, wtulić się w poduszkę, zakryć po uszy kołdrą i odpłynąć. No ale przecież On ma jutro do pracy na 6 rano. Już śpi, bo za pięć godzin wstaje. Robić tak wcześnie kanapki – wykluczone. Moje zdanie jest takie, że godziny wcześniejsze niż 7-8 są po prostu nieludzkie. Jeśli już muszę wstać tak rano, snuję się półprzytomna, jestem w stanie zasnąć w toalecie albo zrobić sobie krzywdę nożem do masła. A On musi tak wstawać, biedny… Podnoszę się więc i robię profesjonalny prowiant do pracy. Sama rano nawet nie zjem śniadania. Dlaczego? Wiecie już z punktu 1.

4. Zaczynam dzielić z ukochanym jakieś Jego hobby albo chociaż bardziej się nim interesuję.

„Nienawidzę biegania! Co za głupota tak biec! Nuda tylko i nic więcej!”. A później truchtam jak żołnierz w czasie musztry. Trzy razy w tygodniu. Startuję nawet w Biegu Niepodległości. Jasne, że dla siebie, dla sylwetki, dla zdrowia. Ale co najbardziej mnie zmobilizowało i zachęciło? On. A co było dla mnie największą nagrodą? Zgrabny tyłek? Też, ale przede wszystkim Jego słowa na mecie biegu: „Jestem z Ciebie dumny!”. Nie brzmi znajomo? To może Wasz ukochany uwielbia piłkę nożną, jest kibicem jakiejś konkretnej drużyny albo marzy o motorze? Nagle okazuje się, że wiemy, ilu zawodników jest na boisku, gdzie gra Robert Lewandowski i czym się różni ścigacz od naked-bike czy choppera.

Robert-Lewandowskiindependent.co.uk

5. Kiedy korzystam z Jego samochodu, dbam o niego bardziej niż o swój. Duuużo bardziej.

Swój samochód nazwałam kiedyś „czołgiem”. Bo przejadę nim po wszystkim i jest nie do zdarcia. Żaden krawężnik czy próg zwalniający mu nie straszny. Nie raz obiłam już miskę olejową. Ale kiedy przesiadam się w auto mojego mężczyzny, staję się trochę innym kierowcą. Zwalniam porządnie przed każdą przeszkodą, wszystkie papierki i inne śmieci zabieram od razu ze sobą i wyrzucam, parkuję ostrożnie itd. Myślicie, że się Go boję? Absolutnie nie o to chodzi! Jeśli On dba o swoje auto i mi je udostępnia, ja też je szanuje – bo szanuje Jego.

6. Proszę Go o radę i biorę ją pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.

Jest to raczej oczywiste w sprawach technicznych. Nie wybiorę farby albo zaworu bez konsultacji z Nim. Chętnie omówię przed zakupem model telewizora. W sklepie są doradcy, a w Internecie rankingi i Google, ale po co mi oni, skoro mam swojego prywatnego znawcę i pomocnika. Jemu ufam najbardziej. Wystrój i meble, tym bardziej, jeśli mamy mieszkać razem, też skonsultuję. I, uwaga, poproszę Go o radę nawet w kwestii stroju! Mimo że uważam, że znam się na tym dużo lepiej (w sumie tak powinno być w związku) i mam dużo lepszy gust (proste!), to często pytam, co o tym czy o tamtym myśli. Jeśli ja mam wątpliwości, a On je tylko potwierdzi – raczej tego nie kupię. Jeśli mi się to nie podoba, a Jemu bardzo – zastanowię się jeszcze raz i przemyślę sprawę. W sytuacji odwrotnej – niestety, często i tak to kupię, ale szanuję Jego zdanie i zakładam tę nieszczęsną rzecz praktycznie tylko na spotkania z koleżankami albo spacery. W jednej kwestii jestem natomiast nieugięta – chodzi o kolor moich włosów. Będzie rudy i już!

7. Zgadzam się na różne dziwne rzeczy.

Niczym Danuta Stenka na małe filiżaneczki w filmie „Nigdy w życiu!”. Przy wejściu do naszej kuchni wisi dzwon, który dla mnie jest całkowicie zbędny. Nawet mi się nie podoba. Ale On chciał to ma. Z kolei na podłodze leżą hantle i tylko czekam, aż się o nie potknę i złamię palec u stopy – najlepiej w sumie teraz, przed weselem. Ale nie narzekam, bo każdy z nas musi mieć tu coś swojego, żeby czuć się dobrze, swobodnie, przytulnie jak w domu. Jeśli Jemu zapewnią to dzwon i hantle, jakoś je przeżyję.

telemagazyntelemagazyn.pl

8. Jestem zazdrosna.

Według mnie to prawda, że „nie ma miłości bez zazdrości”. Jedni są bardzo zazdrośni, inni rzucą tylko czasem jakąś kąśliwą uwagę na temat koleżanki czy kolegi z pracy. Jeszcze inni zachowają cały czas kamienną twarz, kiedy w środku będą się gotować. Zaufanie zaufaniem, ale w jakimś stopniu zazdrosnym trzeba być!

9. Jestem po Jego stronie.

Szczególnie na forum publicznym, ale nie tylko. Przy rodzicach i znajomych, ale też w domu, kiedy jesteśmy we dwoje. O ile Jego szalony pomysł nie zagraża naszemu życiu albo nowy zakup nie sprawi, że nie będziemy mieli przez miesiąc co jeść, zgadzam się na wiele rzeczy i staram się wspierać Go we wszystkim. A przy tym bardzo się cieszę, że dzieli i konsultuje ze mną swoje plany.

10. Nie narzekam na Niego publicznie. Nie mówię o Nim źle. Po prostu Go szanuję.

To takie proste i oczywiste, a tak często ignorowane. Niestety w dużej mierze przez kobiety, które muszą nakręcić się, ponarzekać, pomarudzić, wyolbrzymić. Nie będę się wybielać, też tak czasem robię, ale już zdecydowanie rzadziej niż kiedyś i stale nad tym pracuję. Bo to On mi powiedział: „Jeśli kogoś kochasz, jesteś z kimś czy byłeś, to nie powinieneś o nim mówić źle. To oznaka braku szacunku z Twojej strony”. Widzicie, od mężczyzn też można się nauczyć czegoś mądrego!

11. Mówię „przepraszam” i umiem przyznać się do błędu.

Z moim ciężkim charakterem powinnam dostać za to dodatkowe punkty. Uparta, złośliwa, zacięta, wielokrotnie przekonana o swojej i tylko swojej racji. A jednak teraz często mięknę, podchodzę i mówię „przepraszam”. I jest mi autentycznie głupio, że podniosłam głos, że powiedziałam coś nieprzyjemnego w złości. Zdaję sobie sprawę, że mogłam sprawić Mu przykrość, a On przecież na to nie zasłużył. Jeśli kochamy, idziemy na kompromisy i umiemy przyznać się do winy.

09ca861402_przepraszam_bardzomemy.pl

12. Mam poczucie „wygranej na loterii”.

Nie zastanawiam się, czy z kimś innym byłoby mi lepiej. Mimo kłótni, różnicy zdań, chwil niemocy i słabości, po prostu zawsze wiem, że Go kocham. Nie robię rachunku zysków i strat, bo nie muszę. Mam pewność, że to, że z Nim jestem sprawia, że wychodzę „na plus” i że wybrałam dobrze. To trochę tak jak w przypadku mam – każda ma najlepsze dziecko i żadna się w tej kwestii nie myli. Kobieta, która kocha, jest przekonana, że ma najlepszego faceta pod słońcem – i tak powinno być!

13. Dbam o siebie, o niego, o dom. Pamiętam o Jego upodobaniach.

Lubię czuć się dobrze sama ze sobą, dlatego dbam o siebie zawsze, to jasne. Ale lubię też słuchać Jego komplementów. Lubię Mu się podobać. Lubię, kiedy mówi, że smacznie ugotowałam. Że ładnie umeblowałam mieszkanie. Lubię pamiętać, że On uwielbia truskawki, a nie cierpi wiśni. Że marzy o skoku ze spadochronem. Kiedy kocham, nie muszę się przy tym wszystkim za bardzo wysilać. Po prostu wiem, co sprawia mu przyjemność. I kiedy On jest szczęśliwy, ja też cieszę się razem z Nim.

14. Promienieję.

Jest taki odcinek „Seksu w wielkim mieście”, w którym Samanta tłumaczy Carrie, jak ocenia jakość związku. „Zależy, czy wyglądasz tak (tu mina kota na pustyni) czy tak (tu uśmiech pełen szczęścia i spokoju)”. Nie pierwszy i nie ostatni raz się z nią zgadzam. Wiadomo, każdy ma lepsze i gorsze dni, ale osoby kochające dobrze i mądrze mają mniej zmartwień, a dużo więcej powodów do radości. Nie chodzą co drugi dzień zapłakane. Nie muszą raz w miesiącu wypełniać zmarszczek, które powstały na skutek robienia tzw. „podkówki”. Są szczęśliwe i właśnie tym szczęściem promieniują.

pinterestpinterest.com

15. On jest ojcem mojego dziecka.

Na koniec wytoczyłam potężne działo. Kolejność pozostałych punktów nie ma żadnego znaczenia i jest zupełnie przypadkowa. Natomiast to stwierdzenie celowo znalazło się na ostatnim miejscu. Dla mnie jest najważniejsze i najcenniejsze, więc właściwie powinno być na pierwszym, ale nie chciałam zaczynać tak poważnie i wzniośle. To zdanie nie może też zginąć niezauważone gdzieś w środku tego zestawienia. Dlatego jest na końcu. Wystarczająco widoczne, pięknie podsumowujące, ale nie atakujące Was od początku. Wcześniej nie myślałam o dzieciach za dużo (żeby nie powiedzieć, że myślałam źle albo wcale). A więc, skoro już mam z kimś synka to musi to być wyjątkowa osoba. Uważam, że jeśli decydujemy się na dziecko lub po prostu przestajemy uważać to warto zrobić to przy osobie, którą naprawdę mocno kochamy i której ufamy. To sprawi, że dużo rzeczy stanie się prostszych. Są chwile, kiedy zastanawiam się, czy jestem wystarczająco dobrą mamą i partnerką? Czy jesteśmy na tyle dobraną parą, by przeżyć razem życie? Ale ani razu, ani przez moment nie myślałam o tym, czy mój Mąż jest dobrym tatą. Wiem, że jest najlepszym, jakiego mogłam wybrać dla synka. Może nie poświęca mu tyle uwagi i czasu, co ja, ale ma w sobie zdecydowanie więcej cierpliwości, czułości i zachwytu dla niego. Dziecko łączy na całe życie, lepiej niż ślub czy kredyt, więc czy to nie jest ogromna oznaka miłości?

Oczywiście, w najlepszej z możliwych wersji, wszystkie te punkty są odwzajemnione i wtedy mamy naprawdę udany związek :-)

Reklamy

6 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s