Uciekający Pan Młody.

8

Zaczęło się niepozornie. „Teraz weźmy ślub cywilny, a w przyszłym roku, na spokojnie, kościelny z weselem”. Byłam wtedy w drugim trymestrze ciąży, który jest najlepszym czasem w ciągu tych dziewięciu miesięcy. Rozanielona nie wiadomo czym, spokojna jak nigdy w życiu, taka wyciszona i godząca się na wszystko. To wyjście było dla mnie najrozsądniejsze. Teraz załatwimy sprawy papierkowo-urzędowe, a za rok będziemy pięknie świętować i bawić się bez różnych ograniczeń, szczególnie ja. Kilka niezbędnych ustaleń, rezerwacja sali, której nawet nie widziałam, zespołu, którego nie słyszałam. Msza w kościele też zamówiona. Resztę załatwię jak już urodzę, aż tak przecież mi nie zależy. Ślub, wielka mi rzecz! Zresztą, co tu jest jeszcze do załatwienia, najważniejsze już opanowałam. Nawet w sukni mogę iść tej samej co do cywilnego, przecież jest taka piękna. Ach, ten ciążowy mózg (ten termin powinien wejść legalnie i na stałe do terminologii medycznej)…

No i urodziłam. Przez pierwszy miesiąc dochodziłam do siebie, przyzwyczajałam się do nowej sytuacji i uczyłam w niej funkcjonować. A później, nagle i bez ostrzeżenia, bomba ślubno-weselna wybuchła. Najpierw koleżanka napisała co tam u mnie, że gratuluje i że też w tym roku bierze ślub kościelny. No i jak idą u mnie przygotowania, jaką mam salę, fotografa, kamerzystę, suknię, zaproszenia, dekoracje i nie pamiętam co jeszcze. Suknię? Chyba tę samą, bo szkoda pieniędzy, w końcu mam dziecko i inne wydatki. Salę? W rodzinnych stronach Męża, ale w sumie nawet jej nie widziałam. Fotografa? Może znajomy zrobi kilka zdjęć… A kamerzysta przecież w ogóle nie potrzebny. Niby względny spokój, ale ziarno szaleństwa zostało zasiane. Później, za jakiś czas, znajomi zaprosili nas na swój ślub i wesele. Datę ustalili na 3 tygodnie przed naszą uroczystością, więc czas na przygotowania był podobny. Powtórzyły się pytania, ale moje odpowiedzi były już nieco inne. Suknia? Tak, mam wymarzoną, całą z koronki, w tym tygodniu pójdę porozmawiać o szczegółach. Dość droga, no ale w końcu to wyjątkowa okazja. Sala? Widziałam na zdjęciach, całkiem fajna, ale muszę niedługo jechać, porozmawiać o dekoracjach. Fotograf? Dużo osób wartych polecenia ma już zajęty ten termin, ale wstępnie jestem umówiona z dziewczyną, też z polecenia. Nie jest tania, ale zdjęcia robi jak marzenie, z emocjami, z klimatem. Kamerzysta? Mamy, nawet dwóch. Miało nie być w ogóle, ale taka okazja zdarza się przecież raz, będzie pamiątka. Zespół pięknie zagra. Dekoracje będą jasne, kremowe, eleganckie. Pogoda idealna, bez deszczu, ale też bez ogromnego upału. Mąż na zmianę uśmiechał się – chyba z ironią – i robił duże oczy – ze zdziwienia. Pewnie sobie myślał: „Gdzie jest ta moja Żona, taka spokojna, podchodząca do ślubu na totalnym luzie?”.

2

Potem zeszła lawina. Rozpaczy, że ściany sali weselnej są w złym kolorze. Wejście też nie takie. I co ja na to poradzę, remontu i przebudowy przecież nie zrobię. A może jednak da się chociaż przemalować?… Wściekłości, że wcześniej nie interesowałam się ślubem i weselem wystarczająco. Euforii, że suknia będzie z moich marzeń. Niepewności, bo zespół zdążył przez rok dwa razy zmienić wokalistkę ( w sumie, co za różnica, skoro i tak na żywo ich nie słyszałam). Zaczęłam wszystkim się interesować, zgłębiać temat i okazało się, że do ustalenia/kupienia/przemyślenia jest mnóstwo rzeczy, jeśli tylko mi na nich zależy. Od tych większych, przykładowo od auta, do drobiazgów typu serwetki, winietki, kokardki. Jakoś udało mi się to wszystko ogarnąć. Byłam na bieżąco. I tak samo nagle jak poprzednio przyszło szaleństwo, teraz przyszło opanowanie i spokój. Większość rzeczy ustalona, na wiele spraw nie mam już wpływu, resztę rzeczy zrobię w ostatnim tygodniu przed uroczystością.

5

W momencie, kiedy piszę ten post, do ślubu zostało 10 dni. Jestem po wymianie ogromnej ilości maili, po bogatych w pomysły – te realne i te nierealne – tłumaczeniach i ustaleniach. Suknia nie jest jeszcze gotowa, pewnie odbiorę ją niedługo przed ślubem. Zamówione dziś dekoracje mają termin realizacji około 7 dni roboczych. Ściany w sali weselnej wciąż nieprzemalowane. Makijaż? Zrobimy pewnie jakiś delikatny. Fryzura? Taka jak na co dzień, dobrze się w niej czuje, tylko ładnie wymodelujemy i wepniemy opaskę z żywych kwiatów. Na pewno o czymś jeszcze zapomniałam, a coś innego pójdzie nie po mojej myśli. I wiecie co? Wcale się tym nie przejmuję! Czas stresów i nadmiernej mobilizacji już był i na szczęście minął. Najbardziej oberwało się oczywiście Mężowi, bo był najbliżej, najbardziej pod ręką i najbardziej współwinny i współuczestniczący w tym całym zamieszaniu (o zaangażowaniu mężczyzn w tego typu sprawy napiszę chyba osobny post…). Dobrze, że zebrałam się w sobie i wszystko załatwiłam, bo na niektóre rzeczy później byłoby już za późno. Ale żałuję, że najbardziej skupiałam się na złych rzeczach. Że za bardzo się przejmowałam i przez to nie czerpałam radości z przygotowań do tego wyjątkowego dnia. Koleżanka napisała mi, że mogłaby brać ślub co roku, bo to bajkowy i piękny czas. Dla mnie wcale taki nie był. Do teraz. Bo wreszcie też jestem w tej bajce. Nieidealnej, ale mojej, a właściwie naszej, potrójnie naszej. I nie chodzi o bajki czy marzenia o białej sukni, wypuszczonych w niebo gołębiach czy księdzu wyjątkowo pięknie śpiewającym „Hallelujah”. Chodzi o taką bajkę, w której wyznajemy sobie miłość i obiecujemy szanować się i być razem już zawsze. W której wybieramy właśnie siebie. Uśmiecham się do Synka i Męża. Obydwaj odwzajemniają uśmiech, Antek głośno, na cały kościół, z entuzjazmem typowym dla dziecka. Wszystko wygląda pięknie. Bawimy się w otoczeniu Rodziny i Przyjaciół. A później… Nie, nie żyjemy po prostu długo i szczęśliwie. Żyjemy po swojemu, tak jak chcemy i czujemy, ale razem, a w gorszych chwilach przypominamy sobie Nasz Dzień i śmiejemy z moich fochów i stresów. Bo na szczęście minęły i już możemy się z nich śmiać. Oddycham z ulgą, bo może nie będzie idealnie, ale jest duża szansa, że Pan Młody nie ucieknie ode mnie sprzed ołtarza.

9

Wpis dedykuję przede wszystkim mojemu Mężowi i wszystkim tym, którzy słuchali moich narzekań i pocieszali. Dziękuję :-)

1

Ponieważ zebrałam trochę doświadczenia w dziedzinie ślubno-weselnej, pojawi się jeszcze kilka wpisów o tej tematyce. Zapraszam więc do śledzenia mojego bloga :-)

Zdjęcia pochodzą z profilu na Facebooku o nazwie „Last Wedding Group”

Reklamy

2 comments

  1. Uwielbiam Twoje wpisy!
    Za 5miesiecy mój wymarzony i wyczekany dzień.
    Jeszcze z euforii i spokoju wpadam w wściekłość bo drzwi na sali są nie w tym miejscu w ktorym być powinny i przecież w listopadzie może być już śnieg narzeczony obryws i znosi to ze spokojem(ciekawe jak długo 😄😄) ale później stwierdzam że to jest czas dla nas to co mogę naszykowac zrobię na 150% a na pewne rzeczy nie mam wpływu!
    Panny młode chyba tak mają :) :)
    Genialny wpis życzę wam aby ten dzień należał do was a wszystko wyszło tak jak sobie wymarzyliscie ;)

    • Dziękujemy :-) Nawet nie wiesz jak mi miło po przeczytaniu takiego komentarza… :-)
      Masz dobre podejście, trochę wolno poszaleć :-) Ogólnie to, co możesz, planuj według marzeń i wyobrażeń, a to, na co nie masz wpływu, odpuść :-)
      No i również życzę pięknego i wyjątkowego dnia i braku śniegu :-) A jak zachce mu się już ostatecznie spaść to niech stworzy Wam bajkową scenerię :-) Buziaki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s